pexels huy phan 316220 10825006

Behawiorysta, a weterynarz – kto ma rację?

Coraz częściej na mojej drodze behawiorysty spotykam się z całkiem sprzecznymi stwierdzeniami: „Behawiorysta się nie zna, bo nie jest weterynarzem” lub „behawiorysta rozwiązał problem naszego kota, z którym nie poradziło sobie 2 wetów”.
Jak więc to naprawdę wygląda, a przede wszystkim – jak wyglądać POWINNO?

Kim jest weterynarz?

Każdy zapewne odpowie „lekarz od zwierząt”… lub coś w tym rodzaju. Co jednak warto dodać – jest to osoba, która nie tylko ukończyła studia weterynaryjne, ale również zdobyła specjalne prawo do wykonywania zawodu, oznaczone indywidualnym numerem. Weterynarz może sprzedać leki, wypisać receptę, poddać nasze zwierzę specjalistycznym badaniom, zabiegom, a nawet eutanazji – jeśli istnieje do tego wskazanie.

No właśnie.. nie napisałam nic o behawiorze, ani o żywieniu i nie zrobiłam tego przez przypadek. Nie mówię tutaj, że weterynarz nie może być świetnym behawiorystą, czy dietetykiem, nie mówię też, że nie może udzielać nam rad – jednak wiedzy tej nie zdobędzie na studiach weterynaryjnych. Z ciekawostek z moich czasów studenckich – znajomi studenci weterynarii uczyli się o żywieniu zwierząt (wszystkich!) na jednym przedmiocie, trwającym zaledwie dwa semestry. My – zootechnicy, mieliśmy tych przedmiotów 5 i trwały niemal od początku do końca studiów… a i tak wiedza na nich zdobyta była jedynie podstawowa. 😉

Musimy pamiętać, że weterynaria to niezwykle złożony kierunek, nastawiony na diagnozowanie i leczenie przypadłości wielu gatunków zwierząt – od gryzoni, przez domowe drapieżniki (psy, koty), zwierzęta dziko żyjące, ptaki, „egzotyki”, aż po zwierzęta gospodarskie. Dodatkowo, praca weterynarzy często obejmuje różne dziedziny. W przypadku ludzkich lekarzy mamy do czynienia z dbaniem o życie i zdrowie wyłącznie naszego gatunku (homo sapiens), co więcej, borykając się z danym problemem, szukamy osoby, która ukończyła konkretną specjalizację. Idąc do okulisty, nie spodziewamy się złożenia złamanej ręki, a przy problemach z cukrem nie udajemy się do psychiatry (zazwyczaj).

Specjalista, czy geniusz?

Co więc z weterynarzami? No cóż… zadania, przed którymi stają każdego dnia, są niezwykle trudne – nie sposób bowiem pamiętać o wszystkich jednostkach chorobowych, z każdym ich objawem i sposobem leczenia. Tym bardziej nie jest to możliwe dla wielu, tak różnych od siebie gatunków. No chyba, że ktoś jest geniuszem! Na szczęście żyjemy w czasach, w których medycyna weterynaryjna bardzo intensywnie się rozwija! Coraz częściej możemy spotkać specjalistów, zajmujących się głownie 1-2 gatunkami zwierząt lub konkretną dziedziną medycyny weterynaryjnej, taką jak kardiologia, okulistyka, stomatologia, czy nawet onkologia.

I nie, nie jest to „wymysł tych czasów”! Choć, z gorzkim żalem muszę przyznać, że zaledwie dwa lata temu, byłam świadkiem sytuacji, w której pani stomatolog wybuchła dzikim śmiechem na informację, że jej pacjent dostał się z psem do kardiologa i musi przełożyć swoją wizytę dentystyczną. Nie, tytuły te nie biorą się z księżyca – aby je zdobyć, osoba, która już posiada tytuł lekarza weterynarii, musi przejść dodatkowe szkolenia i kursy, zdać odpowiednie egzaminy, wykonać praktykę i niejednokrotnie poszerzać wiedzę W WOLNYM CZASIE – NA WŁASNĄ RĘKĘ! Istnienie specjalizacji weterynaryjnych jest dowodem na coraz większą ilość badań naukowych, rozwój świadomości nas – ludzi oraz coraz większą chęć niesienia realnej i skutecznej pomocy naszym braciom mniejszym.

A co z behawiorystami?

Aby zostać behawiorystą, wcale nie trzeba mieć tytułu lekarza weterynarii. Co więcej, trudno jest być jednocześnie czynnym weterynarzem i behawiorystą, bo specyfika pracy dla obu tych zawodów, choć silnie od siebie zależna – jest całkowicie różna.

Behawiorysta, to osoba zajmująca się dobrostanem danego gatunku i rozwiązywaniem problemów natury (najczęściej) psychologicznej.

Można więc powiedzieć, że behawiorysta, to swego rodzaju „zwierzęcy psycholog”, ale leczenie pacjenta nie obejmuje w tej kwestii leżenia na kozetce, czy pytania „jak minął Ci tydzień”.

Behawiorysta zna zachowania, które dla danego gatunku są prawidłowe i potrafi rozróżnić je od tych, które nazywamy „niepożądanymi” (prawidłowe, choć problematyczne dla opiekuna). To osoba, która rozumie sposób w jaki zwierzę komunikuje konkretne potrzeby czy stany emocjonalne. Wie, czego dany gatunek potrzebuje, by jego dobrostan, czyli stan psychicznej i fizycznej harmonii, był na jak najwyższym poziomie.

Praca behawiorysty to najczęściej praca terenowa. W najlepszej dla nas sytuacji, po przeprowadzeniu bardzo szczegółowego wywiadu z opiekunem, udajemy się na wizytę w domu klienta, a następnie próbujemy wspólnie dojść do tego, dlaczego zwierzak zachowuje się w taki, a nie inny sposób. I uwaga moi drodzy – nie siedzimy nad kartami tarota i nie pocieramy szklanej kuli! Umiejętność rozpoznania problemu i jego genezy również jest przez nas nabywana na drodze ciągłego kształcenia i doszkalania!

Jeśli więc mowa o specjalizacjach, choć my – behawioryści, najczęściej nie jesteśmy weterynarzami, mamy bardzo szeroką wiedzę na temat zwierząt, którymi się zajmujemy. Często również na bieżąco ją poszerzamy – na własny koszt i na własną rękę. Specjalizujemy się w wąskim zakresie (1-3 gatunki), mamy więc czas i możliwości zagłębić się ten temat, przekazywać zdobyte informacje innym i wykorzystywać je w swojej praktyce. Wiele problemów zwierzęcego życia jesteśmy w stanie dostrzec i rozwiązać dużo lepiej niż weterynarz, ponieważ to my obserwujemy zwierzę w jego środowisku, w trakcie codziennych czynności przez około 2 godziny, a czasem o wiele dłużej! Niech pierwszy rzuci kamieniem ten beha, który nigdy po nocy nie oglądał setny raz tego samego, podesłanego przez klienta filmiku, próbując go dokładnie przeanalizować. 😉

Widać tu więc zderzenie z zawodem weterynarza – przyjmujemy zdecydowanie mniejszą ilość pacjentów, nie ratujemy ich życia przeprowadzając skomplikowane zabiegi i operacje, nie możemy przepisać im leków i nie ciąży na nas tak ogromna odpowiedzialność, ale w zamian możemy obserwować naturalne zachowania naszych „podopiecznych” i poświęcić na analizę ich problemów zdecydowanie więcej czasu.

Czy behawiorysta jest więc w stanie rozwiązać każdy problem zwierzaka bez udziału weterynarza?

Oczywiście że nie!

Wielu behawiorystów posiada szeroką wiedzę nie tylko z zakresu psychologii zwierząt, ale również z żywienia, czy podstaw weterynarii (najczęściej charakterystycznej dla gatunku). Pojawia się jednak problem – nikt z nas nie posiada w oczach rentgena, ani maszyny do analizy próbek krwi. W wielu przypadkach nie możemy postawić dokładnej diagnozy behawioralnej, ani wprowadzić zaleceń, bez dokładnych wyników badań i diagnozy weterynaryjnej!

W przypadku kociej behawiorystyki, często mamy do czynienia z wieloma nagminnie powtarzającymi się przypadłościami, w tym:

– Załatwianie się poza kuwetą

– osowiałość

– gryzienie przedmiotów

– agresja w stosunku do opiekuna lub autoagresja

Wydaje się to być sprawa godna behawiorysty, czyż nie?

Cóż, w większości tego typu przypadków nasza pomoc również jest potrzebna (dotyczy sfery emocjonalnej, którą trzeba w odpowiedni sposób ustabilizować), jednak w pierwszej kolejności wysyłamy naszego pacjenta właśnie do weterynarza, często prosząc o konkretne badania, które pomogą nam potwierdzić albo wykluczyć przyczyny na tle zdrowotnym.

Dlaczego to robimy? Właśnie dlatego, że:

– Załatwianie się poza kuwetą może być spowodowane frustracją, lękiem lub źle zorganizowaną strefą kuwetową, ale ponad 75% przypadków pozakuwetowej urynacji/defekacji wynika z problemów zdrowotnych

– osowiałość może być u kotów objawem depresji i przewlekłego lęku, ale równie dobrze może być też objawem bólowym

– gryzienie przedmiotów może wynikać z chęci rozładowania emocji, ale może też pojawiać się przez problemy z dziąsłami/przyzębiem/zębami, które dotyczą ponad 50% populacji kota domowego, a do jego prawidłowej diagnozy potrzebne jest chociażby zdjęcie rentgenowskie

– agresja lub autoagresja to objawy zarówno frustracji, lęku, czy fobii, ale również bólu i problemów neurologicznych – aby dokładnie określić przyczynę, konieczne są dodatkowe badania i niejednokrotnie leki psychotropowe.

Często bywa i tak, że problemy obserwowane u naszych pacjentów mają tzw. „charakter mieszany” – np. idiopatyczne zapalenie pęcherza, wynikające z lęku/stresu/frustracji jest do wyeliminowania na drodze zmian w środowisku kota i odpowiedniej suplementacji (praca behawiorysty i opiekuna), ale jego zdiagnozowanie i ewentualna kontrola przy pomocy leków nie odbędzie się prawidłowo bez pracy lekarza weterynarii.

Jak więc wygląda współpraca behawiorysty i weterynarza?

Na szczęście coraz lepiej!

Dzięki odpowiednim dokumentom wystawianym na konsultacji lub bezpośredniej rozmowie behawiorysty z lekarzem weterynarii, obie te jednostki są w stanie znaleźć wspólnie sedno problemu oraz dostosować badania i terapię bardzo dokładnie, indywidualnie do przypadku. Co więcej, zastosowanie działania na wielu płaszczyznach, pozwala skuteczniej wyeliminować problem i zmniejsza prawdopodobieństwo występowania go w przyszłości.

Coraz więcej behawiorystów zaleca konkretne badania i zwraca się z prośbą o leczenie, ponieważ zdaje sobie sprawę, że same zmiany w środowisku kota nie dadzą efektu.

Również, co bardzo mnie cieszy, coraz więcej lekarzy weterynarii bierze pod uwagę obserwacje i opinie behawiorystów, dzięki czemu dowiadują się o tym, czego nie byliby w stanie dostrzec podczas krótkiej i stresującej wizyty w gabinecie, a dzięki temu mogą diagnozować pacjentów z dużo większą dokładnością.

Podsumowanie

Zazwyczaj weterynarz nie widzi zwierzęcego świata z perspektywy behawiorysty, nie posiada tak szerokiej wiedzy z zakresu psychologii, czy żywienia. Behawiorysta nie posiada natomiast specjalistycznej wiedzy na temat wszystkich chorób specyficznych dla gatunku, możliwości ich diagnozowania, prewencji i leczenia.

Czasami poprzez wnikliwą i długą obserwację, to behawiorysta może zauważyć pewne nieprawidłowości, których nie dostrzeże weterynarz – i na odwrót – weterynarz w wynikach badań lub w trakcie zabiegu może dostrzec coś, co nie było możliwe do zauważenia okiem behawiorysty.

Praca behawiorystów i weterynarzy była, jest i będzie silnie ze sobą związana, a współpraca okraszona wzajemnym zaufaniem i szacunkiem jest dla opiekuna zwierzęcia najlepszą i najskuteczniejszą drogą do rozwiązania problemu pupila.

Przewijanie do góry